Czy w marketingu chodzi o sukces?
Tak ale bardziej o sukces marketingu a mniej sportu. W polskim marketingu sportowym te akcenty są źle położone. Nam chodzi głównie o sukces sportowca, w którego zbroję zwycięzcy można się ubrać i poparadować w niej do następnego sezonu, mistrzostw czy igrzysk olimpijskich.
Takie podejście niestety, ma swoje wyraźne słabości. Przekonała się o tym każda marka, która w sporcie dostrzegała tylko mistrza, zwycięstwo czy pokonywanie innych. Tymczasem w sport obok sukcesu, wpisana jest porażka. Tak samo albo nawet bardziej. Porażki są w sporcie częstsze niż zwycięstwa. Małysz, Gołota, Kubica czy polscy piłkarze świecili złotem jak kometa- przez chwilę. Sport uczy przegrywania ale dlatego kształtuje charakter . I dlatego jest ważną częścią życiowego sukcesu wielu z nas. I to marketing sportowy może wykorzystać w pierwszej kolejności.
Śmiem stwierdzić, że w marketingu sportowym nie chodzi o sukces sportowca. Marketing sportowy powinien zapomnieć o sponsorowaniu mistrzów. To jest ryzykowne i kosztowne. Powinien skupić się na inwestowaniu w wykreowanie wizerunku dyscyplin, potem wydarzeń sportowych, klubów i dopiero potem na czerpaniu z wizerunku mistrzów- jako bonus.
Inwestycje w tej kolejności są najbardziej efektywne, bardziej bezpieczne i zbudują solidne podstawy do uczynienia z polskiego sportu produktu w rozumieniu marketingu. I to dopiero będzie sukces.

Komentarze